Marzę i mażę o rzeczach poważnie komicznych, logicznie paradoksalnych, przyziemnie niecodziennych i autentycznie nierealnych. W końcu kto mi zabroni marzyć i mazać?
Blog > Komentarze do wpisu

Nasz pierwszy stopień do piekła

Wybieram się na pocztę. Kiedy po odstaniu swojego w długiej kolejce, w końcu udaje mi się podejść do jedynego otwartego okienka, oddaję swój list i cierpliwie obserwuję, co stanie się dalej. Wiem, że cała operacja nadania priorytetowego listu poleconego za potwierdzeniem odbioru wymaga czasu, dlatego spokojnie czekam, aż pani złoży podpis w trzech miejscach, naklei dwie naklejki identyfikacyjne, zeskanuje numer listu, podbije pokwitowanie, wpisze list do rejestru, naklei znaczek i wprowadzi opłatę do komputera. W tym czasie mój wzrok przyciąga leżące na ladzie kolorowe czasopismo szmatławego typu. Z nagłówkami: Perfekcyjna pani domu rozstała się z mężem. Czy Edyta Górniak jest naprawdę szczęśliwa w nowym związku? Ona zmieniła styl Borysa Szyca – czy odmieni jego życie?

Opinia publiczna znów zbulwersowana. Dziennikarze zażartowali z pielęgniarki opiekującej się Kate Middelton. Co ciekawe oburzeniu dano wyraz nie bezpośrednio po dopuszczeniu się tej manipulacji, lecz dopiero, gdy pielęgniarka popełniła samobójstwo. Przedtem stacja radiowa po prostu nadawała na antenie nagranie z rozmowy, a zbulwersowana dziś opinia publiczna śmiała się do rozpuku.

Czas więc na poszukanie winnych tej tragedii. Dziennikarze, oczywiście. Ale może i winni są przełożeni. Być może urządzili pielęgniarce piekło. (A jak myślisz, jak Twój przełożony zareagowałby, gdybyś to Ty, drogi Czytelniku, ujawnił ściśle poufne informacje firmowe? Zwolnienie byłoby, podejrzewam, najłagodniejszą z możliwych kar). Może winne są jednak też służby ochrony królewskiej. Przecież powinni przygotować personel na taką ewentualność. Dlaczego rodzina królewska nie wydała dyspozycji? Ha! A więc już wiadomo.

A co jeśli tak naprawdę winni jesteśmy my: i ja, i Ty, ci zwani „opinią publiczną”, w tym także ta zbulwersowana część? Czy dziennikarze szukaliby sensacji, gdyby nie mogli jej sprzedać? Nie jest żadną nowością, że nasza ciekawość pociąga za sobą ofiary. Nie bez przyczyny na myśl nasuwa się tragiczna śmierć księżnej Diany, ale zapewne spowodowaliśmy też dużo więcej, mniej spektakularnych tragedii, o których nigdy się nie dowiemy. Niczego się nie uczymy, po prostu nasza ciekawska natura jest silniejsza.

Oczywiście, że pociąga nas niedostępny dla zwykłych śmiertelników królewski świat, skoro zastanawia nas nawet, co dzieje się za drzwiami naszych sąsiadów czy znajomych. Zastanawia, to mało powiedziane: ciekawość przecież aż pali nas od środka. Bardziej nawet niż zgaga. Dlaczego nie mają dziecka, dlaczego mają aż czwórkę, dlaczego ją zdradził, dlaczego się rozwodzą, dlaczego ona jest ciągle sama, dlaczego jest z nim nadal, dlaczego się kłócą, dlaczego się nie kłócą… Kto nigdy nie wtrącał się w cudze sprawy, niech pierwszy rzuci kamień.

– Siedem złotych pięćdziesiąt. Może jeszcze gazetkę? – pyta pani zza pocztowego okienka, podłapawszy moje zainteresowanie. Nie! A co mnie to wszystko obchodzi?!



sobota, 29 grudnia 2012, nowikaa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/30 01:01:28
Ludzie patrzą na innych cały czas. Tak naprawdę, obserwacja innych ich kształtuje. Dobija mnie jednak to, że ludzie przestają sobie zdawać sprawę z tego. Wszelkie ciekawostki z życia celebrytów, czy skandale... Dobrze powiedziane 'Co mnie to obchodzi?'
Skoro jednak wciąż jest to rozchwytywane, to znaczy, że tu została ukierunkowana ludzka ciekawość, która jest wrodzona. Ta, kiedyś prowadziła do rozwoju. Teraz - w większości doprowadza do stania w miejscu, bo dążymy do ideałów kreowanych przez ludzi takich, jak inni. Smutne...
-
2013/01/30 15:45:38
To nie wina naszej ciekawosc -to marketig i chec zysku rozpedzonej koniunktury medialnej,sprawia ich chciwosc zwiodla nasza ciekawosc na manowse i zyjemy "nie swoim zyciem , tylko innych".Pieniadz zniszczy wszystko



Drogi Czytelniku,
wszystkie zamieszczone na tym blogu teksty zrodziły się w bólu i są moją własnością. Uszanuj proszę moją pracę i jeśli chcesz je wykorzystać, zapytaj o zgodę: https://www.facebook.com/nowikaa. Prawa autorskie do zdjęć należą natomiast do poszczególnych autorów (podanych we wpisach). Wszelkie podobieństwo przedstawionych na tym blogu osób i zdarzeń do rzeczywistych jest przypadkowe.

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach, zapisz się na newsletter (poniżej) lub polub „Marzę i mażę” na Facebooku (powyżej). W ten sposób będziesz zawsze na bieżąco. Serdecznie zapraszam!


stat4u