Marzę i mażę o rzeczach poważnie komicznych, logicznie paradoksalnych, przyziemnie niecodziennych i autentycznie nierealnych. W końcu kto mi zabroni marzyć i mazać?
Blog > Komentarze do wpisu

Włoskie zaręczyny


Włoskie zaręczyny

Wielkie święto w maleńkiej miejscowości położonej na północy Włoch. W malowniczej scenerii na soczyście zielonych wzgórzach z Alpami majaczącymi w tle, przy kolorowo zastawionych stołach zasiedli członkowie obu rodzin – poczynając od starszyzny po ukochane, biegające wokoło bambini. Pełni animuszu mężczyźni wesoło rozmawiają, intensywnie gestykulując, a kobiety krzątają się, donosząc coraz to nowe smakołyki: sałatki, bagietki, szynkę parmeńską i lokalny owczy ser, risotto z fasolą, a także makarony, gnocchi i mięsa. Do tego oczywiście duże ilości lokalnego czerwonego wina. W końcu to zaręczyny. I nie byłoby w tym idyllicznym obrazku nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zaręczeni mają po... dziesięć lat.

 

---

Do przytulnej, typowo włoskiej kawiarenki zdecydowanym krokiem stałej bywalczyni wchodzi skromnie ubrana blondynka o błyszczących oczach. Już od progu przyjaźnie wita się z właścicielem. Daria od wielu lat mieszka we Włoszech, co wyraźnie słychać w jej sposobie mówienia, kiedy trochę za mocno akcentuje i trochę za bardzo wydłuża akcentowane samogłoski.

„Kiedy wychodziłam za mojego obecnego męża – zaczyna swoją opowieść – nie miałam pojęcia jak bardzo konserwatywnym narodem są Włosi. Tradycyjny podział ról jest tu bardzo głęboko zakorzeniony. Wiele kobiet nie pracuje. Za czasów młodości pokolenia mojej teściowej dziewczynki objęte były zaledwie sześcioletnim obowiązkiem szkolnym. Przede wszystkim musiały one bowiem umieć zajmować się domem i dziećmi. Fakt, że z góry wybierano im męża, był dla nich bardzo korzystny pod kątem finansowym. Poza tym wczesne zaręczyny dawały pewność zamążpójścia. Tak się złożyło, że moja teściowa, prosta kobieta o niskim poziomie wykształcenia, zaręczona została, a następnie wyszła za późniejszego ordynatora szpitala. Nie trudno sobie wyobrazić, że nie przystawali oni do siebie ani intelektualnie, ani światopoglądowo, nie mówiąc już o zgodności charakteru. Takich par jest tu mnóstwo. Dlatego też wielu mężczyzn szuka sobie innych – jak mówią – »pokrewnych dusz«, a ich żony uprzejmie przymykają na to oko”.

Także dziś we Włoszech jeszcze pielęgnowany jest zwyczaj łączenia w pary dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Wyboru odpowiedniego kandydata lub kandydatki dokonuje się spośród „wolnych” dzieciaków z sąsiedztwa. Podobno takimi zaślubinami objętych jest obecnie ponad 80% włoskich dzieci.

Daria ma dwójkę: dziewięcioletniego syna i dwuletnią córeczkę. Teściowa bardzo nalega, aby wnuczka już zaręczyć. Wybrano nawet odpowiednią kandydatkę. „Staram się jak mogę wyperswadować jej ten pomysł. Ostatnio, nie wiedząc już, jakich argumentów użyć, powiedziałam, że ta dziewczynka jest dla mojego syna za stara. Ona ma jedenaście lat. Nalegania trochę ucichły, ale nie na długo. Na całe szczęście najwięcej do powiedzenia w tej sprawie ma mama, czyli ja” – mówi z nieukrywaną satysfakcją.

O ile w kwestii syna Daria nie ma wątpliwości, to coraz częściej zastanawia się, co zrobi w przypadku córki. Bądź co bądź w tak konserwatywnym społeczeństwie dziewczynce „innej” od rówieśników na pewno byłoby bardzo ciężko. Osobną kwestią jest to, czy kiedyś znajdzie ona sobie w tym środowisku towarzysza. „Dla mojej rodziny z Polski to nie do pomyślenia. Wszyscy mówią mi, że lepiej, aby Monica sama poszukała sobie męża, na przykład w Warszawie”.

Jako dorosłe osoby zaręczeni za młodu Włosi, teoretycznie mogą odstąpić od poślubienia przyrzeczonej osoby, mają przecież wolną wolę, ale presja rodziny i społeczeństwa rodzinnej miejscowości jest bardzo silna. Jeśli chłopak nie ożeni się z daną dziewczyną, można wyjść z założenia, że nigdy nie znajdzie ona już innego. Przynajmniej w najbliższej okolicy.

Również mąż Darii miał swoją przyrzeczoną wybrankę. „Dziś, kiedy ludzie już chyba pogodzili się z takim stanem rzeczy, mogę się z tego śmiać, ale kiedyś nie było mi łatwo, widząc jak obrzucają mnie pogardliwymi spojrzeniami. W końcu byłam tą złą, która miała czelność odbić narzeczonego”. Dziewczyna, którą mąż Darii „porzucił”, do tej pory nie wyszła za mąż. Mówią, że coś z nią nie tak.

Zapewniając, że nie zamierzała wychodzić za Włocha, Daria bezsilnie wzrusza ramionami. Swojego męża poznała poza granicami Europy i tak już zostało. Dziś musi przyznać, że zderzenie polskiej i włoskiej mentalności nie jest łatwą kombinacją. Ani dla niej, ani dla jej męża.

Na pytanie o legendarny romantyzm drzemiący we Włochach, odpowiada ze śmiechem: „O tak, Włosi uwielbiają romantyczne gesty i obsypują kobiety mnóstwem komplementów. Lubią zabawę, są zawsze pozytywnie nastawieni, cieszą się życiem tu i teraz. Nie myślą o przyszłości i nie przejmują się nią. Pewnie dlatego są jednym z najdłużej żyjących narodów świata. Szkoda tylko, że mój mąż z niezadowoleniem kręci nosem, kiedy chcę sama wybrać się na spotkanie, choćby takie jak nasze dziś”.

---

Przygotowane smakołyki powoli się kończą. Czas podać espresso: znak, że uroczystość dobiega końca i trzeba zbierać się do domu. A zapowiadało się tak romantycznie, prawda?



Zdjęcie: nowikaa

 




 

środa, 04 września 2013, nowikaa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/09/05 10:32:47
Swego czasu w radiowej "Trójce" Stefan Friedmann w swojej audycji mówił: "Dziwne zwyczaje mają Masaje". Okazuje się, że nie trzeba afrykańskiego przykładu, bo jeszcze dzisiaj w Europie mamy takie wątpliwej urody"kwiatki". Krótko mówiąc: "Z podbitym okiem nad Orinokiem" - cokolwiek to znaczy:)
Pozdrawiam:))
-
2013/09/07 00:02:11
Wpis przeczytałam z dużym zainteresowaniem, a w czasie czytania oczy robiły mi się coraz bardziej okrągłe ze zdziwienia, że wciąż zawierane są narzeczeństwa dzieci i to tak blisko nas, a1153w Europie.
-
2013/09/09 09:29:54
Dokładnie. Miałam tak samo, kiedy usłyszałam o tym po raz pierwszy. W Europie, no właśnie, w cywilizowanym, romantycznym kraju, jakim są Włochy...



Drogi Czytelniku,
wszystkie zamieszczone na tym blogu teksty zrodziły się w bólu i są moją własnością. Uszanuj proszę moją pracę i jeśli chcesz je wykorzystać, zapytaj o zgodę: https://www.facebook.com/nowikaa. Prawa autorskie do zdjęć należą natomiast do poszczególnych autorów (podanych we wpisach). Wszelkie podobieństwo przedstawionych na tym blogu osób i zdarzeń do rzeczywistych jest przypadkowe.

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach, zapisz się na newsletter (poniżej) lub polub „Marzę i mażę” na Facebooku (powyżej). W ten sposób będziesz zawsze na bieżąco. Serdecznie zapraszam!


stat4u