Marzę i mażę o rzeczach poważnie komicznych, logicznie paradoksalnych, przyziemnie niecodziennych i autentycznie nierealnych. W końcu kto mi zabroni marzyć i mazać?
Kategorie: Wszystkie | Anegdoty | Felietony | Miejsca | Psychologia
RSS
wtorek, 15 października 2013
Pewien starszy pan zapytał raz swoją córkę, gdzie tak właściwie mieści się ten Internet, przecież musi mieć jakąś swoją centralę. I słusznie, w końcu kiedyś, gdy potrzebne były informacje szło się do biblioteki i to była ta centrala uporządkowanych treści, znajdująca się pod kontrolą i czujnym okiem pani Basi. Uwielbiałam zapach książek zgromadzonych na sięgających sufitu półkach. Szperałam po nich, raz po raz wyciągając jakiś obłożony przezroczystą folią skarb. A dziś? Też tak robię – kiedy w Lidlu jest przecena na pościel.
wtorek, 08 października 2013

Rozważania przed pierwszą randką

 Zdjęcie: Katie Tegtmeyer

 

Jeśli mi się spodoba, a ja jemu, nie będę chciała wyjść na puszczalską.

A jeśli mi się spodoba, a ja jemu nie? Nie... na pewno nie dam się wykorzystać!

Jeśli mi się nie spodoba, a ja jemu owszem, to wyglądałoby jak akt desperacji.

Najlepiej, jeśli mi się nie spodoba i ja jemu też nie, wtedy będziemy mogli pójść na całość.

 


czwartek, 26 września 2013

suknia ślubnaZdjęcie: Bea

 

Uśmiechnięta pani w telewizji, typu celebrytki najwyższego lotu, opowiada o swojej sukni ślubnej. Widz dowiaduje się, że pani nie mogła zdecydować się na jedną, bo przecież tyle jest różnych, a ona ma tyle marzeń. Uszyła więc od razu trzy. Bufiastą bezę przeznaczoną na ceremonię kościelną, syrenkę na początek wesela i zwiewną kieckę na hulankę po północy. Każda szyta na miarę, do każdej inne buty, fryzura i makijaż. Na koniec stwierdza, że i tak miała jeszcze kilka pomysłów na siebie w bieli, których – niestety – nie udało jej się zrealizować.

Uśmiechnięte od ucha do ucha dziewczę wchodzi do mojego mieszkania, aby przymierzyć moją własną suknię ślubną, którą z bólem serca, z braku miejsca muszę sprzedać za niewielkie pieniądze. Już po wstępnym nałożeniu widać, że jak ulał to ona leżeć nie będzie. Wspólnymi siłami jakoś jednak związujemy gorset i zasuwamy zamek. Cóż, suknia jest trochę za ciasna i trochę za krótka. Już myślę, że nic z tego, gdy dziewczę stwierdza, że bierze. Do ślubu trochę schudnie, a jak nie, to się przerobi, a obcasów i tak nie myślała zakładać. Poza tym podoba jej się.

Jak dobrze, że są jeszcze skromni ludzie, którzy potrafią zadowolić się tym, co leży w zasięgu ich możliwości. Jaka to miła odmiana w stosunku do tych ciągle chcących więcej i więcej. To chyba dzięki tym pierwszym ten świat nie zwariował jeszcze tak do końca.



 

czwartek, 19 września 2013

pytanie

 Zdjęcie: Tsahi Levent-Levi



Zanim znów zadasz swojemu mężczyźnie któreś z poniższych pytań, zastanów się, czy NAPRAWDĘ chcesz znać odpowiedź:


 1.  Czy ty mnie jeszcze w ogóle kochasz?

Klasyka gatunku...

 2. O czym myślisz?

Chcesz usłyszeć: „O tym, jak bardzo cię kocham”, „O tym, jaka jesteś piękna” i że zawsze myśli o tobie, ale prawda jest taka, że on tylko ogląda mecz.

 3. Jak lepiej: w tej czy w tej?

Mężczyzna zaprawiony w boju, wie, że musi którąś wybrać, ale tak naprawdę to w najlepszym wypadku nie ma dla niego różnicy, a w najgorszym w żadnej.

 4. Czy ty kiedykolwiek wydoroślejesz?

Pytanie retoryczne samo w sobie. I tak zawsze pozostaje bez odpowiedzi.

 5. Rozumiesz mnie?

Może nawet tak mu się wydaje.

 6. Tęskniłeś?

Oczywiście, bo patrz punkt 2: cały czas myśli tylko o tobie.

 7. Powiedz szczerze, czy po tylu latach nadal ci się podobam?

Bardzo ryzykowne, zwłaszcza po tylu latach.

 8. Gdzie byłeś?

Tylko skąd on ma to wiedzieć, przecież nie pamięta.

 9. Naprawdę lubisz małe cycki?

Taaa...

 10. Piłeś?

Nieee... No mosze troszeszkę.



czwartek, 12 września 2013
Zmartwienia ma każdy, niezależnie od tego, jak szczęśliwe wydaje się jego życie innym, ale niektórzy martwią się notorycznie, bez przerwy i o wszystko. Czarne myśli krążą w powietrzu i napadają znienacka w chwilach, kiedy jesteśmy najbardziej bezbronni. Jedna rodzi drugą, a ta trzecią i kolejną, która łączy się z tą pierwszą, a kiedy już tak się zapętlą, to wszystko kończy się końcem wszystkiego: straszną śmiercią w samotności i wiecznym miejscem w apartamencie bez widoku na raj. Nawet nie wiadomo kiedy, a mała dolegliwość przeradza się w śmiertelną chorobę, krzywe spojrzenie kolegi w samotność na zawsze, a niepowodzenie w pracy w konieczność przeniesienia się pod most. I tak w kółko.
środa, 04 września 2013

Włoskie zaręczyny

Wielkie święto w maleńkiej miejscowości położonej na północy Włoch. W malowniczej scenerii na soczyście zielonych wzgórzach z Alpami majaczącymi w tle, przy kolorowo zastawionych stołach zasiedli członkowie obu rodzin – poczynając od starszyzny po ukochane, biegające wokoło bambini. Pełni animuszu mężczyźni wesoło rozmawiają, intensywnie gestykulując, a kobiety krzątają się, donosząc coraz to nowe smakołyki: sałatki, bagietki, szynkę parmeńską i lokalny owczy ser, risotto z fasolą, a także makarony, gnocchi i mięsa. Do tego oczywiście duże ilości lokalnego czerwonego wina. W końcu to zaręczyny. I nie byłoby w tym idyllicznym obrazku nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zaręczeni mają po... dziesięć lat.
czwartek, 29 sierpnia 2013

Zdjęcie: Peter Huys

 

Gdybym była mężczyzną, siedziałabym sobie teraz wygodnie w fotelu przed telewizorem, popijając zimne piwko. Idealnie. Podjadałabym chipsy. Zwykłe, ziemniaczane i tłuste. Nie dietetyczne suchary z buraków. Pysznie. Wpatrywałabym się w zielony od murawy ekran. Zielony uspokaja. Świetnie. Skupiałabym się jedynie na fatalnej grze Polaków. Doskonale. Wreszcie mogłabym oderwać się od natłoku myśli. Tak, to byłoby piękne. Po meczu na pewno miałabym ochotę na małe co nieco. Dlaczego nie? Potem sen naszedłby mnie, nie wiadomo kiedy.

A jednak jestem kobietą. Co poradzić? Od trzech godzin siedzę w kuchni z kumpelą, słuchając, jak ta użala się nad sobą. Normalka. Pijemy zieloną herbatę i przegryzamy chipsy z buraków. Zdrowo. Roztrząsamy każdy najdrobniejszy szczegół jej rozpadającego się związku. Typowe. Potem położę się do łóżka, ale rozboli mnie głowa, więc nic z tego. A mogłoby być tak pięknie... W nocy zawsze za dużo myślę. Fatalnie. Będę przewracać się z boku na bok, słuchając chrapania, dobiegającego znad sąsiedniej poduszki. Cóż, nic nie jest idealne.

 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

 

Zdjęcie: nowikaa

 

Rybka czy oscypek? Słodkie leniuchowanie czy piesze wędrówki? Bursztyn czy kryształ? Barania skóra czy ponton? Szanty czy góralskie skrzypki? Szlakiem czy wzdłuż brzegu? Parawan czy kurtka przeciwdeszczowa? Ciupaga czy muszla? Spalone plecy czy odciski? Bryza czy halny? Piasek czy trawa? Fale czy pagórki? Słomkowy kapelusz czy plecak? Statek czy wyciąg? Kamyki czy szyszki? Las czy wydmy?

 

Zdjęcie: nowikaa

czwartek, 25 lipca 2013

Ubrana w ulubiony sportowy strój, elastyczne getry i koszulkę z wielką uśmiechniętą buźką, obładowana sprzętem do jogi wchodzę po schodach, kierując się ku sali gimnastycznej. Ledwo udaje mi się to wszystko donieść, bo koc ciągle wysuwa mi się spod ręki, a zawieszona na gumce mata spada z ramienia. Sprawy na pewno nie ułatwia klocek i pasek trzymane w prawej ręce, ale najgorszy i tak jest ciężki, gruby wałek, który przyciskam do boku ramieniem. Na szczęście już po chwili w drzwiach wita mnie pani Zosia.

Rozkładam matę, na to koc, na koc wałek, dopiero potem ja. Na koniec wsuwam na biodra pasek. Głowa nie zadziera mi się do góry, więc klocek na razie odkładam na bok. Chwila relaksu zanim przejdziemy do adhomukhi śvanasany, padangusthasany, utthity trikonasany, prasarity padottanasany i innych.

Mówią, że joga jest wspaniałym sposobem na „odnalezienie wewnętrznej równowagi pomiędzy ciałem a duchem” i „uzyskanie wewnętrznego spokoju”, ja jednak najbardziej w jodze cenię czysto fizyczną stronę ćwiczeń. Po pierwszych zajęciach bolały mnie takie mięśnie, o których wcześniej nawet nie wiedziałam, że je mam. Jako mały przerywnik w siedząco-leżącym trybie mojego życia, joga sprawdza się doskonale. Na następny dzień po zajęciach, zwanych górnolotnie „praktyką”, po prostu dobrze się czuję, nic mnie nie boli, nic mi nie strzyka. Joga naprawdę da się lubić, co jest dla mnie nie lada zaskoczeniem, tym bardziej, że w szkole po prostu nienawidziłam gimnastyki.

Ta cała „duchowa” otoczka jogi – medytacja, relaksacja i oddychanie – prawdopodobnie zniechęca niestety wiele osób. Być może również z tego powodu w naszej grupie są same kobiety. A przecież pierwotnie joga przewidziana była wyłącznie dla mężczyzn. Jeden z mistrzów, który zaczął wprowadzać jogę dla kobiet, prowadził zajęcia, stojąc za parawanem. Pośredniczką między mistrzem a ćwiczącymi była jego żona.

A teraz coś miłego na koniec: savasana, czyli relaks. Kładę się i odpływam…



poniedziałek, 15 lipca 2013

Dziś obchodzę okrągłe urodziny. Zero na końcu i zupełnie nowa cyfra na początku jakoś nie nastrajają optymistycznie, ale moja niezawodna przyjaciółka napisała:

Podobno kobiety są najszczęśliwsze właśnie po 30-stce. Jesteśmy wtedy nie tylko wciąż piękne i młode, ale do tego bardziej doświadczone i dojrzałe, pewne siebie i świadome swojej wartości.

Dokładnie takiego nastawienia życzę dziś sobie i wszystkim kobietom z tego wspaniałego rocznika, jakim jest 1983.



 

1 , 2 , 3 , 4 , 5



Drogi Czytelniku,
wszystkie zamieszczone na tym blogu teksty zrodziły się w bólu i są moją własnością. Uszanuj proszę moją pracę i jeśli chcesz je wykorzystać, zapytaj o zgodę: https://www.facebook.com/nowikaa. Prawa autorskie do zdjęć należą natomiast do poszczególnych autorów (podanych we wpisach). Wszelkie podobieństwo przedstawionych na tym blogu osób i zdarzeń do rzeczywistych jest przypadkowe.

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach, zapisz się na newsletter (poniżej) lub polub „Marzę i mażę” na Facebooku (powyżej). W ten sposób będziesz zawsze na bieżąco. Serdecznie zapraszam!


stat4u