Marzę i mażę o rzeczach poważnie komicznych, logicznie paradoksalnych, przyziemnie niecodziennych i autentycznie nierealnych. W końcu kto mi zabroni marzyć i mazać?
Kategorie: Wszystkie | Anegdoty | Felietony | Miejsca | Psychologia
RSS

Felietony

wtorek, 01 kwietnia 2014

Szafa


Zapraszam, oczywiście, że można, bardzo proszę, nie mam niczego do ukrycia. Oto moja słynna kolekcja. Tak, wszystkie według własnego projektu, własnoręcznie dopieszczane przez lata.

Tutaj kilka kompletów na rodzinne spotkania. Ten nazywam „Skromnością w najczystszej postaci”, zaraz za nim „Czarująca córka i wnuczka”, a także niezastąpiona w swej prostocie „Niewinna dziewczęcość”.
niedziela, 12 stycznia 2014

Sztuka pisania listów miłosnych

Podczas porządków na strychu niedawno kupionego przez moją kuzynkę domu, w starym, zakurzonym kufrze znalazłyśmy list takiej treści:
piątek, 20 grudnia 2013

O prezentach

Podczas zakupów w centrum handlowym jedna przyjaciółka przekonuje drugą:
– Ale dlaczego nie?! Oczywiście, że mogą być skarpetki! Dorzucisz jeszcze jakiś słodycz i będzie super!

Chyba każdy ma obecnie ten problem...

wtorek, 26 listopada 2013

Przyjemność czytania

 Zdjęcie: Pete / doviende


Skoro ktoś sprawdził, że czytanie rozwija emocjonalnie i pobudza do myślenia, to świetnie. Tylko co z tego? Wzbogaca wyobraźnię i poprawia pamięć? OK, ale czy takie argumenty naprawdę przekonują kogokolwiek do sięgnięcia po lekturę? „Poczytam dziś, bo pismo jest fundamentem cywilizacji”. Na pewno...

Przecież czytanie to po prostu przyjemność. Jedna z wielu. Taka sama jak jedzenie czekolady, spacer po lesie, gorąca herbata z miodem i... seks.

Seks? Hmm... dlaczego nie? W końcu mówią, że nie długość i nie grubość się liczy, lecz fantazja. Przy dobrej książce wcale nie trzeba wysilać wyobraźni i nie można się oderwać, dopóki nie dojdzie się do końca. Naprawdę wartka akcja i tak nie pozwala czytelnikowi zasnąć przecież w trakcie. Książka to naprawdę coś wspaniałego! Dlatego: „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!”.

 

---
Więcej o akcji „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!” na stronie www.nieczytasz.pl lub na Facebooku. 


 


poniedziałek, 11 listopada 2013

Randka z Kominkiem

Spotkaliśmy się w Empiku. Nieprzypadkowo. Pierwsze strony jego nowej książki przeczytałam zaraz po odebraniu, klucząc między półkami na oślep, ze wzrokiem wbitym w słowa, które przekonywały mnie, że jestem ósmym cudem świata. Kolejne – podczas późniejszej przerwy na kawę, co było miłym wstępem do ciągu dalszego. Czytałam w trakcie obiadu, czego ślady już na zawsze nosić będzie strona 134. Tomek towarzyszył mi w tramwaju, kiedy wracałam do domu i przez cały wieczór. Czytałam w wannie, czytałam w łóżku przed zaśnięciem. Od razu zastrzegam jednak, że do niczego nie doszło, mimo że Kominek kazał mi się przecież sprzedawać.
niedziela, 20 października 2013

Niedługo listopad, a wraz z nim zimne wieczory. Otulam się więc najcieplejszym szalikiem i idę. Twarz owiewa mi chłodny wiatr, od którego marzną policzki. Po powrocie ogrzeję się kubkiem parującej herbaty z miodem, ale najpierw obejrzę sobie, co jesień zdążyła zmalować już w mojej okolicy. Jest kolorowo: czerwono, brązowo, żółto i jeszcze tylko gdzieniegdzie przebija się powoli odchodząca w zapomnienie zieleń.

Kieruję swoje kroki w jedno wyjątkowe teraz miejsce, gdzie melancholijny jesienny nastrój podkreślają kolorowe płomyki tańczące na surowych kamiennych płytach. Jest w tym jakaś przyciągająca magia. Jakaś tajemnica, której nigdy nie poznają żywi. Ciekawe, czy z zaświatów patrzą na mnie, kiedy przechodzę obok i oglądam ich sobie: Maria, Maja, Ela, Tadek... Swoją historię zabraliście ze sobą. Szkoda.

Nie przynoszę kwiatów, nie zabrałam ze sobą zniczy, ale czy coś ziemskiego ma w ogóle jeszcze jakieś znaczenie? Bardziej dla nas, których zostawiliście. Smutne matki, tęskniące żony, zapłakane dzieci. Brat Marii, ojciec Mai, wnuczka Eli i Tadka. I reszta. Tysiące migających światełek. Każde od kogoś bardzo bliskiego dla kogoś bardzo ważnego. Na tle czarnej listopadowej nocy jak kolorowe gwiazdki – czerwone, brązowe, żółte, zielone.

Jeśli jest takie miejsce, gdzie czas nie istnieje, to właśnie tu i teraz. Tutaj wszystko może się pomylić – przeszłość zlewa się z teraźniejszością, ale nad wszystkim i tak góruje wieczność. Niezależnie, którą ścieżką pójdziesz, bez znaczenia, w którą stronę spojrzysz, z każdego miejsca przyciągnie cię któryś kolorowy, milczący płomyk. Smutno jest. Cóż, to właśnie listopad.

 

I liść opadł...

 Zdjęcie: Marcin Kargol



wtorek, 15 października 2013
Pewien starszy pan zapytał raz swoją córkę, gdzie tak właściwie mieści się ten Internet, przecież musi mieć jakąś swoją centralę. I słusznie, w końcu kiedyś, gdy potrzebne były informacje szło się do biblioteki i to była ta centrala uporządkowanych treści, znajdująca się pod kontrolą i czujnym okiem pani Basi. Uwielbiałam zapach książek zgromadzonych na sięgających sufitu półkach. Szperałam po nich, raz po raz wyciągając jakiś obłożony przezroczystą folią skarb. A dziś? Też tak robię – kiedy w Lidlu jest przecena na pościel.
czwartek, 26 września 2013

suknia ślubnaZdjęcie: Bea

 

Uśmiechnięta pani w telewizji, typu celebrytki najwyższego lotu, opowiada o swojej sukni ślubnej. Widz dowiaduje się, że pani nie mogła zdecydować się na jedną, bo przecież tyle jest różnych, a ona ma tyle marzeń. Uszyła więc od razu trzy. Bufiastą bezę przeznaczoną na ceremonię kościelną, syrenkę na początek wesela i zwiewną kieckę na hulankę po północy. Każda szyta na miarę, do każdej inne buty, fryzura i makijaż. Na koniec stwierdza, że i tak miała jeszcze kilka pomysłów na siebie w bieli, których – niestety – nie udało jej się zrealizować.

Uśmiechnięte od ucha do ucha dziewczę wchodzi do mojego mieszkania, aby przymierzyć moją własną suknię ślubną, którą z bólem serca, z braku miejsca muszę sprzedać za niewielkie pieniądze. Już po wstępnym nałożeniu widać, że jak ulał to ona leżeć nie będzie. Wspólnymi siłami jakoś jednak związujemy gorset i zasuwamy zamek. Cóż, suknia jest trochę za ciasna i trochę za krótka. Już myślę, że nic z tego, gdy dziewczę stwierdza, że bierze. Do ślubu trochę schudnie, a jak nie, to się przerobi, a obcasów i tak nie myślała zakładać. Poza tym podoba jej się.

Jak dobrze, że są jeszcze skromni ludzie, którzy potrafią zadowolić się tym, co leży w zasięgu ich możliwości. Jaka to miła odmiana w stosunku do tych ciągle chcących więcej i więcej. To chyba dzięki tym pierwszym ten świat nie zwariował jeszcze tak do końca.



 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

 

Zdjęcie: nowikaa

 

Rybka czy oscypek? Słodkie leniuchowanie czy piesze wędrówki? Bursztyn czy kryształ? Barania skóra czy ponton? Szanty czy góralskie skrzypki? Szlakiem czy wzdłuż brzegu? Parawan czy kurtka przeciwdeszczowa? Ciupaga czy muszla? Spalone plecy czy odciski? Bryza czy halny? Piasek czy trawa? Fale czy pagórki? Słomkowy kapelusz czy plecak? Statek czy wyciąg? Kamyki czy szyszki? Las czy wydmy?

 

Zdjęcie: nowikaa

czwartek, 25 lipca 2013

Ubrana w ulubiony sportowy strój, elastyczne getry i koszulkę z wielką uśmiechniętą buźką, obładowana sprzętem do jogi wchodzę po schodach, kierując się ku sali gimnastycznej. Ledwo udaje mi się to wszystko donieść, bo koc ciągle wysuwa mi się spod ręki, a zawieszona na gumce mata spada z ramienia. Sprawy na pewno nie ułatwia klocek i pasek trzymane w prawej ręce, ale najgorszy i tak jest ciężki, gruby wałek, który przyciskam do boku ramieniem. Na szczęście już po chwili w drzwiach wita mnie pani Zosia.

Rozkładam matę, na to koc, na koc wałek, dopiero potem ja. Na koniec wsuwam na biodra pasek. Głowa nie zadziera mi się do góry, więc klocek na razie odkładam na bok. Chwila relaksu zanim przejdziemy do adhomukhi śvanasany, padangusthasany, utthity trikonasany, prasarity padottanasany i innych.

Mówią, że joga jest wspaniałym sposobem na „odnalezienie wewnętrznej równowagi pomiędzy ciałem a duchem” i „uzyskanie wewnętrznego spokoju”, ja jednak najbardziej w jodze cenię czysto fizyczną stronę ćwiczeń. Po pierwszych zajęciach bolały mnie takie mięśnie, o których wcześniej nawet nie wiedziałam, że je mam. Jako mały przerywnik w siedząco-leżącym trybie mojego życia, joga sprawdza się doskonale. Na następny dzień po zajęciach, zwanych górnolotnie „praktyką”, po prostu dobrze się czuję, nic mnie nie boli, nic mi nie strzyka. Joga naprawdę da się lubić, co jest dla mnie nie lada zaskoczeniem, tym bardziej, że w szkole po prostu nienawidziłam gimnastyki.

Ta cała „duchowa” otoczka jogi – medytacja, relaksacja i oddychanie – prawdopodobnie zniechęca niestety wiele osób. Być może również z tego powodu w naszej grupie są same kobiety. A przecież pierwotnie joga przewidziana była wyłącznie dla mężczyzn. Jeden z mistrzów, który zaczął wprowadzać jogę dla kobiet, prowadził zajęcia, stojąc za parawanem. Pośredniczką między mistrzem a ćwiczącymi była jego żona.

A teraz coś miłego na koniec: savasana, czyli relaks. Kładę się i odpływam…



 
1 , 2



Drogi Czytelniku,
wszystkie zamieszczone na tym blogu teksty zrodziły się w bólu i są moją własnością. Uszanuj proszę moją pracę i jeśli chcesz je wykorzystać, zapytaj o zgodę: https://www.facebook.com/nowikaa. Prawa autorskie do zdjęć należą natomiast do poszczególnych autorów (podanych we wpisach). Wszelkie podobieństwo przedstawionych na tym blogu osób i zdarzeń do rzeczywistych jest przypadkowe.

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach, zapisz się na newsletter (poniżej) lub polub „Marzę i mażę” na Facebooku (powyżej). W ten sposób będziesz zawsze na bieżąco. Serdecznie zapraszam!


stat4u